środa, 30 grudnia 2015

grudniowe ostatki

właśnie siedzę i spijam resztki porannej kawki, a przy okazji obserwuję co robi mała. powyciągała zabawki z wózka na kółkach, wszystko ogląda, oblizuje, i rzuca na podłogę. wczoraj rano obudziłam się przed nią (rzadkość) i chwilę patrzyłam jak śpi na moim udzie. taka grzeczna i słodka. później się obudziła, rozjerzała się i poczworakowała do jacka, bysię do niego przytulić. jak jest wyspana, jest największym słodziakiem na świecie. przysięgam.


środa, 23 grudnia 2015

święta na diecie

wszędzie mieszają się zapachy. w domach pachnie pierogami, pierniczkami, rybami i może jeszcze jakąś kapustą. najbardziej  jednak na każdej klatce schodowej, tak przypuszczam. mi ten worek zapachów absolutnie nie przeszkadza, w końcu na święta ważne jest by prócz aromatów czuć klimat i rodzinną atmosferę, co nie?


niedziela, 20 grudnia 2015

jestem gotowa

już tylko chwilka i najpiękniejszy dzień w roku. czekam na niego z niecierpliwością, nie tylko ze względu na śledzie w śmietanie, po prostu wiem, że będziemy wszyscy razem, z ludźmi, których kochamy ze wzajemnością.

wtorek, 15 grudnia 2015

mamy nie biorą zwolnienia

cały zeszły tydzień mieliśmy szpital w domu i wygląda na to, że szybko się nie skończy. najpierw jacka wzięło, myśleliśmy, że go zawiało, a we wtoreczek w końcu poszedł do lekarki, która już dawno dorosłego z ospą wietrzną nie widziała, więc sami rozumiecie. do tej pory zachodzi w głowę, kto mu taki piękny prezent przed świętami sprzedał.


czwartek, 10 grudnia 2015

druga skóra

najpierw przychodzi złość i rozgoryczenie, potem następuje faza zażartej walki, później rezygnacja, a na sam koniec akceptacja. rozstępy to temat spędzający sen z powiek każdej kobiecie, szczególnie tej w ciąży. już dawno przymierzałam się do tego postu - oto moja historia i subiektywne wnioski jeśli chodzi o rozstępy, cellulit i walkę z wyżej wymienionym paskudztwem.

sobota, 5 grudnia 2015

karma powraca

wierzę gdzieś tam głęboko, że wszystkie nasze dobre uczynki kiedyś do nas wrócą. a te złe to już na pewno. dlatego unikam kwasów jak ognia, a wiele rzeczy, które strasznie mnie wkurzają albo czynią bezsilną przełykam gorzko, ale zawsze. nie szukam problemów tam, gdzie ich nie ma. szkoda tylko, że niektórzy ciągle szukają i szukać będą.


ponoć stoi, jak w autobusie :P

wtorek, 1 grudnia 2015

hello baby

przyszedł. w końcu ! najcieplejszy, najsmaczniejszy i najbardziej wyczekiwany miesiąc w roku. dla mnie grudzień pachnie choinką, błyszczy niczym złote cekiny i wszędzie rozsiewa dobre fluidy.

poniedziałek, 30 listopada 2015

całe życie na diecie

tyle już razy zbierałam się, żeby wszystko z siebie wyrzucić, ale ciężko mi zebrać myśli ostatnio. jestem zmęczona, albo (i) obolała, albo po prostu mi się nie chce. no błagam, spójrzcie za okno i powiedzcie, że komukolwiek z was chce się wyjść na zewnątrz, tańczyć, skakać, pływać. nawet jak powiecie, nie uwierzę. lato wróć !

czwartek, 19 listopada 2015

złe chmury

jak byłam mała i spacerowałyśmy z babcią po plaży to często mówiła: o, dziś morze jest złe. nie do końca wtedy to rozumiałam, ale dziś wiem doskonale co to oznacza. złe fluidy, granatową wodę i sztorm zapewne. piękna metafora, do tego co siedzi w mojej głowie. dobrze, że idę biegać. nazbierało się we mnie jakiejś złej energii i muszę się jej pozbyć. deszcz działa na mnie kojąco, oczyszcza ze złych emocji, w przeciwieństwie do wiatru, który zamiast rozwiewać złe i czarne chmury, przynosi ich z każdym dniem coraz więcej.


sobota, 14 listopada 2015

jedyna słuszna odpowiedź

mimo przygnębiającej pogody i docierających zewsząd dramatycznych informacji - był to dobry dla mnie tydzień. można śmiało powiedzieć, że zaczął się już w sobotę, kiedy mój dzielny mąż pomalował mi sypialnię. nie było łatwo, o nie. zacznijmy od tego, że obiecał, że pomaluje do końca sierpnia, i jak obiecał tak zrobił, przecież sierpień to jak listopad praktycznie. malował z osiem godzin, podczas których zachowanie mojego kaprala dzielniaka zmieniało się dynamicznie. pierwsza faza, czyli bluzg za bluzgiem, po dwóch godzinach druga - akceptacja, a później ostatnia - rezygnacja. wszak niektórzy stworzeni są do wyższych rzeczy. no, koniec końców, przepiękna srebrna łyżeczka zawitała w mojej sypialni i jestem bardzo zadowolona z efektów, choć lekko nie było (hihi).


wtorek, 10 listopada 2015

o zębach, gęsiach i różnych takich

w dwa dni wiatr ogołocił z liści drzewa na osiedlu. wieje z każdej strony, jest mokro, wstrętnie i gdybym nie musiała, najchętniej nigdzie bym się nie ruszała. chwilowo szczęście to dla mnie siedzenie w moim małym domowym więzieniu, pod ciepłym kocykiem, spijając powoli kawkę. dziś mimo pogody wybrałyśmy się na mini spacer po gęś i żadna to przyjemność zarówno dla mnie jak i dla kasi. listopadzie a kysz!

środa, 4 listopada 2015

o podróżowaniu

z wszystkich środków komunikacji miejskiej najbardziej lubię własne nogi i kasiowy wózek. najpewniej, najzdrowiej i najtaniej. życie w dużym mieście jednak zweryfikowało nieco moje upodobania i chodzić to mogę sobie co najwyżej po morenie, chociaż nieraz ledwo, ledwo (eh te górki). przyszedł czas w moim życiu, że nadrabiam stracone zaległości w podróżach z plebsem, bo jak się boi jeździć samochodem, to za dużego wyboru nie ma.

poniedziałek, 2 listopada 2015

szukając pokoju

młoda ostatnio robi nam rzeźnię na chacie. wszystkie zabawki rozwalone, posadze w jedno miejsce, to za minutę już chce przenieść się w inne. goni po podłodze moje crocsy i wspina się na sofę, kiedy nie patrzę. ale najgorsze - drze się bez przerwy albo marudzi, tak czy siak, ciągle wydaje z siebie donośne dźwięki, od których pęka mi głowa. tylko czekać, aż któryś sąsiad zmieni nazwę sieci internetowej na zamknijcie wasze dziecko.

poniedziałek, 26 października 2015

tribute to love

szczęście mnie nie poznało i tańczyło ze mną pisała pawlikowska-jasnorzewska. i tak się składa akurat, że mną tańczy już dwa lata. raz tango, a raz pogo, chociaż nie ma co ukrywać, tańce z introwertykiem to nie lada wyczyn, zwłaszcza, gdy kobieta nagminnie chce prowadzić.


sobota, 24 października 2015

poeuropejskie wspominki lat świetności

uwielbiam was.

każdą z osobna tak samo, każdą za co innego.
uważam że fakt, że los dał nam wszystkim nazwiska na litery r i s  umieścił w jednym wagoniku, to nie żaden przypadek! to czyste przeznaczenie, które musiało się wypełnić. dzisiaj choć tak inne jesteśmy od tamtych dziewczyn w spodniach z szerokimi nogawkami i z delikatnie wystającymi spod bluzek gołymi brzuchami; to zawsze, gdy jesteśmy razem mamy znowu po 20 lat i głupoty w głowie.

wtorek, 20 października 2015

gruszki na wierzbie

jeżeli chwalisz swoje dziecko, jakie jest słodkie i kochane, to spodziewaj się, że ten cały worek cukru przyjmiesz na nieprzytomną twarz w nocy i za dnia. w chwili obecnej jestem gotowa lecieć do urzędu i zmieniać jej imię z katarzyna na atencja, łobuz pospolity bądź też stękacz jadowity. i spróbujcie mnie zatrzymać. proszę, spróbujcie.

czwartek, 15 października 2015

kokosove love

zapach kokosowej główki i szarpanie za włosy, taki mój klasyk, budzik rozwalający zaspany mózg każdego ranka. walczę ile mogę o dodatkową minutę snu, ale wtedy młoda wyciąga cięższe działa w postaci drapania po twarzy, a jeśli to nie pomaga, budzi mnie nawalając własną, wcześniej wspomnianą, kokosową główką.

wtorek, 13 października 2015

dni takie długie

tej jesieni nie tylko noce są dłuższe. nasze dni weekendowe nie chcą się skończyć praktycznie. o 13 w sobotę mieliśmy zrobione wszystko, a w niedzielę byliśmy już po spacerze nad morzem (nawet kawkie spiliśmy) i resztę dnia trwoniliśmy, tak jak powinno się to robić w weekendy, jesienne zwłaszcza.

czwartek, 8 października 2015

fajny mamy klimat

bawi mnie jak jacek wraca do domu i pyta : a co to za iluminacje? i gasi po mnie zapomniane światła w całym mieszkaniu, zamyka drzwi i pootwierane szafki. nikt nie jest idealny w końcu. nie to, że się nie staram; robię to, czasami chyba aż za bardzo.
ciężko mieć wszystko w domu i w głowie poukładane i na swoim miejscu, no i robić rzeczy perfekcyjnie, do samego końca. czas pogodzić się chyba, że to przecież nie ja. nie jestem taka i nigdy nie będę.


poniedziałek, 5 października 2015

bye bye boobie !

mój stan umysłu oceniam na mierny. pęka mi głowa, nie mogę zebrać myśli i autentycznie nic nie wiem. cały dzień taki widok : dziecko ryczy, samo nie wie o co jej chodzi. w tle telewizor, a w nim masa odmóżdżających programów, które na codzień oglądam z otwartą gębą, a dzisiaj totalnie nie ogarniam.
dzisiaj totalnie nie ogarniam życia.

wtorek, 29 września 2015

piękne rzeczy

odkąd mam własne cztery kąty to powoli, ale konsekwentnie je dopieszczam. zapewne zajmie mi to jeszcze dłuższą chwilę, zanim pozbędę się wszystkich kartonów, krzeseł z różnych parafii i postudenckich, poakademikowych pozostałości. tak czy siak - inspiruję się skandynawią, uwielbiam kupować urocze dodatki do domu i widzieć jak z miesiąca na miesiąc jest u mnie coraz przytulniej, coraz bardziej domowo.

środa, 23 września 2015

jesieni słodka, jesieni złota

przyszła kalendarzowa jesień i z tej okazji postanowiłam dołączyć do wszystkich tych, którzy powyciągali ze swoich pawlaczy ciepłe kurtki i ocieplane skarpety. czas schować się pod kocyk, który wszystko rozumie, pogasić górne światła i odkurzyć nieużywane latem herbaty z całego świata.

sobota, 19 września 2015

wrześniowa cisza po burzy


nie wiem, co mogę napisać o minionym tygodniu? może to, że kupiłam parę klimatycznych rzeczy do domu, albo że po roku przerwy w końcu wybrałam się na zumbę i jadłam najlepszy bulion rybny ever? a może to, że dalej się boję wsiąść za kółko, że nie korzystałam z boskiej pogody i że najadłam się stresu z kaśkiem za to całe pół roku? no bo tak właśnie niestety było.

wtorek, 15 września 2015

pół roku i siedem kilo szczęścia

powtarzam się i będę się powtarzać! te 6 miesięcy minęło jak jeden dzień. bardzo długi dzień, pełen skrajnych emocji, zmieniania pieluch i moich nieudanych starań o powrót do dawnej świetności.


piątek, 11 września 2015

wczesna jesień

kaśka dzisiaj tak darła ryja, że po prostu opadłam z sił. to jak z bólem zęba, leżysz, puchniesz, cierpisz, czekasz, aż przejdzie i nastanie błoga cisza. i pustka. młoda darła się leżąc na podłodze, jedząc obiad, jedząc deser, na spacerze, przed kąpielą, po i w trakcie. skąd ryk na spacerze to wiadomo - czapka wróciła do łask, ale cała reszta? i skąd jeszcze jakakolwiek iskierka cierpliwości we mnie? tego chyba nawet najstarsi indianie nie wiedzą.



poniedziałek, 7 września 2015

o wyzwaniach u schyłku lata

halo halo, słońce, gdzie żeś uciekło? na zewnątrz ciężko cię znaleźć, jedyne co mi zatem pozostaje to szukać cię w mym mieszkaniu. tak więc ubieram kaśkę na różowo, smaruję nogi olejkiem do opalania (wszak całe opakowanie mi zostało, niby kto to zużyje?), a zamiast rozgrzewającej kawki ostatni raz chlapnę sobie mrożoną. jedyną osobą, która sie cieszy z pogody, jest mój mąż, który twierdzi, że upalnego lata wystaczy mu na następne pięć lat.


niedziela, 6 września 2015

jesień jak w mordę strzelił

niektórzy całe życie nie wychylają się i nic nie zmieniają. siedzą ciągle w swoich ciasnych mieszkaniach i oglądają odmóżdżające programy.
niektórzy tkwią w martwych punktach i czarnych dziurach i czasem mam wrażenie, że wszystkich innych chcą w nie wciągnąć razem ze sobą.
niektórzy lubią ryzyko, życie wyciskają jak cytrynę i wynajdują coraz to nowe zabawki, które trzeba wypróbować.
niektórzy źle wychodzą za mąż, wyrzekają się samych siebie, umartwiają się i stwarzają pozory.
niektórzy walczą z całym światem i ciągle próbują innym coś udowodnić.
niektórzy




środa, 2 września 2015

o bliskości przeplatanej jarzynami

nowy miesiąc to  zawsze nowe wyzwania. nie mówię tu tylko o sobie, ale w głównej mierze o kaśce. byście widzieli co ona wyprawia ! nadziwić i napatrzeć się nie mogę.
kładę ją na macie, leży sobie grzecznie na plecach i podgryza żyrafkę. pięć minut później jest pół metra dalej, na brzuchu, liże podłogę. jak żyć? a no chyba sprzątać częściej niż dotychczas.



sobota, 29 sierpnia 2015

osiem pomysłów co kupić na prezent dla niemowlaka...

...na różną kieszeń, moja subiektywna lista, sprawdzone na moim łobuzie (dla dziecka 0-6 miesięcy).

kasiek niedługo skończy pół roku i jakaś taka reflekysja mnie najszła, coby taką notkę napisać. dostała wszak masę pięknych prezentów, ale jest kilka bestsellerów, o których istnieniu jeszcze nie tak dawno temu nie miałam zielonego pojęcia. taka prawda ! przecież normalna sprawa, że człowiek chce coś kupić, ale dopóki nie ma dzieci te tematy są mu obce. tak więc do dzieła !



czwartek, 27 sierpnia 2015

rytm miasta

nigdy, przysięgam przenigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek zacznę biegać. co więcej - że zacznie sprawiać mi to przyjemność.


wtorek, 25 sierpnia 2015

wakacyjny baby spam !

nigdy nie sądziłam, że pięciomiesięczne niemowlę, potrafi swoimi sposobami powiedzieć, czego chce, a w sumie najbardziej czego nie chce (!). położysz na ziemi - ryk, podajesz brokuła - ryk i wywijanie brzuchem. tak jak mówią, rodzice po jakimś czasie dokładnie wiedzą co oznacza dany płacz i z każdym dniem komunikacja między nami jest coraz lepsza. zaczyna też udawać płakanie. serio - biorę na ręce, a ona z mega ryku przechodzi płynnie w ziewanie i nagle cała zadowolona. taka spryciula.


poniedziałek, 24 sierpnia 2015

o szklance do połowy pełnej z trzema kroplami smutku

poraz dziewiąty oglądam weekend ostatniej szansy. smutny film, ale dużo w nim prawdy o życiu. też bym chciała siedzieć teraz w paryżu albo myśleć o tym jakie wybrać kafelki. każdy by czasem chciał, ale moje problemy są teraz inne. właściwie żadne to problemy, dół klasyczny - nawet nie żadna depresja. taka zima w sierpniu. luty latem, a że w sumie lubię luty, to powiedzmy, że listopad. no i wychodzi na to, że może jednak jesień ? zamieszałam. wiem, że to minie, musi minąć, tak więc zamiast słodkich notek z happy endem - zamulam i wypisuję smętne pseudohistorie.




wtorek, 18 sierpnia 2015

jak żyć ?

nie mam ani ochoty, ani czasu ostatnio nic pisać. nic mi nie wychodzi, nie mogę skończyć niczego co zaczynam. potrzebuję zmian, nowości i świeżego powietrza. chcę wiatru we włosach, skoku z wysokości i soli trzeźwiących.

na pocieszenie pijam kawę z muminkowego kubeczka. od muurla.


środa, 12 sierpnia 2015

endless summer

każdy z nas ma swoje smaki i zapachy lata, te z dzieciństwa. wystarczy, że zamknę oczy i znowu mam dziesięć lat, poździerane kolana i czarne stopy. a jako, że sierpnień daje w palnik i aktualnie rozpływam się na sofie, zdarza mi się często wracać do tych najwspanialszych wspomnień.


sobota, 8 sierpnia 2015

upalnie i idealnie.

w tak upalny dzień jak dziś, janusze biznesu piją drinki z palemką nad basenem za domem, polaki-cebulaki biją się o miejsce na plaży od ósmej rano, a ludzie 5-miesięcznym dzieckiem szukają chłodu za wszelką cenę. jakiekolwiek miejsce z klimą będzie idealne. my chowamy się w sypialni, albo szlajamy po galeriach handlowych.


wtorek, 4 sierpnia 2015

takie tam życie.

sierpniu, proszę, be good to me.

to strasznie dziwna sprawa, że dni są tak podobne do siebie, choć tak naprawdę totalnie różne. kasia z dnia na dzień mnie zaskakuje. dopiero co wciskałam jej grzechotki w ręce i biła się nimi po twarzy, a już chwyta wszystko sama. na początku podstawialiśmy jej pod ręce jakieś zabawki, teraz wystarczy jej pokazać i sama wyciąga rączki. każdy taki mały krok do przodu, każde nowe agu - a u nas podnieta przez cały dzień. dzisiaj jaramy się, bo pierwszy raz sama złapała się za stopę.

poniedziałek, 27 lipca 2015

o zielonej sobocie

jak można spędzić sobotni ranek? można spać do 10 i cały dzień lenić się w łóżku ...można leżeć i nierobićnic. cóż, też tak kiedyś miałam, ale chwilowo ten etap mam tak jakby za sobą. normalni ludzie o 6 rano w sobotę najczęściej przewracają się na drugi bok i dalej smacznie śpią. w końcu każdemu coś od życia się należy. nasze soboty generalnie nie różnią się od siebie, ale miniona sobota najzwyczajniej przeszła samą siebie, a bynajmniej jej poranek.

6:00
czuję delikatne zaczepki i drapanie po rękach. otwieram jedno oko, widzę że dziecię już nie śpi, ale o tej porze lekceważę wszystko i wszystkich.

6:08
dzidziuś zaczyna gadać, tak głośno, że daję jej cyca (no błagam cię, śpij dzieciaku).

6:12
zjadła. ale dalej gada. myślę sobie, że pasowało by ją przewinąć. prawie ślepa ściągam ją z łożka i przewijam na przewijaku. młoda szczęśliwa i zadowolona. odkładam bobasa i siebie na miejsce.

6.14
odjeżdzam na zimnej ścianie, młoda obok wywija nogami. tym razem zaczepia ojca, więc chwilowo mam święty spokój.

6.30
przez sen słyszę zrzut bomby atomowej na hiroszimę. nie otwieram oczu, udaję, że nie słyszę i śpię snem najgłębszym z najgłębszych.

6.34
ojciec dziecka się zlitował i wstaje je przebrać.

6.36
ojciec dziecka rozpaczliwie woła matkę dziecka. znowu nie umie czegoś zrobić i mnie woła, myślę sobie, ale sytuacja chyba jest poważna. wstaję i oczom nie wierzę. cała lewa noga małej, całe dziecko, cały pajacyk, podkład jeden, drugi, trzeci, prześcieradło w łóżeczku, kocyk, prześcieradło nasze (!!!) wszystko w zielonej mazi o mlecznym zapachu. nieprzytomna matka (ja) źle zapięła pieluchę (albo nie zapięła jej wcale). lepiej być nie mogło. dzidziuś najszczęśliwszy na świecie.

6.40
dziecko drze się myte pod zlewem, ojciec dziecka zapiera w/w przedmioty szarym mydłem. aha, zapomniałam wspomnieć, że goście śpią w dużym pokoju.

tak więc sami widzicie. pierwsza nasza taka akcja, no oczywiście przed 7 rano. w dodatku nie zasrała jednej rzeczy, zasrała od razu wszystko, co tylko się dało. nie szczypie się dziewczyna nic a nic. po wszystkim grzecznie musiała odespać, w końcu każdemu coś od życia się należy.




piątek, 24 lipca 2015

lipcowe historie, część kolejna.

dopadło mnie coś ostatnio. jakaś dziwna ochota na coś słodkiego. mąż nie czyta mi w myślach, więc złe coś kupił. zresztą sama nie wiem, czy cokolwiek by mi odpowiadało, bo do dzisiaj jeszcze szukam w głowie, co bym chciała zjeść. jak byłam w ciąży miałam ciągle ochotę na pączki z budyniem albo odwrotnie, na ostre smaki. chwilowo powróciła miłość do mdłego żarła, nic nie muszę doprawiać, a ulubionym przysmakiem mym są lody. mówią przecież, że kalorii to to nie ma, no to jem. gardzę jednak sklepowymi czy wodnymi (no może z wyjątkiem magnumów). najbardziej smakują mi te z piekarni i moje własne. zawsze czeka na mnie w zamrażarce jakiś, w razie WU. wystarczą foremki z ikei za mniej niż dyszkę i trochę owoców. najlepiej sprawdzają się banany i mleko (z truskawką/ maliną/ mango/ jagodą), ale u mnie ostatnio szał na lody z kiwi. pyszne, słodko-kwaskowate lody z żółtego kiwi. wystarczy zblendować, zamrozić i voila!






pycha !



kasi też muszą smakować, bo żadnych uczuleń nie ma, rośnie zdrowo dziewczyna, udziec jest, znaczy się nasza jest. rano to takie dziecko szczęścia z niej. budzi się zawsze mega radosna. czeka, aż wstaniemy i od razu się śmieje. czasami, jak już długo leży zaczyna nas zaczepiać, szczypiąc delikatnie po rękach. opanowała już umiejętność obrotów i dzisiaj rano leżała głową wbitą w mój brzuch, przekręcona o 90 stopni, szczęśliwa jak niewiemco. o szóstej, często jeszcze nieogarnięta, z jednym otwartym okiem, wsadzam ją do łóżeczka, nakręcam karuzelkę i bawi się sama, aż jej się nie znudzi. patrzę na nią wtedy, ale czasem zamknie mi się drugie oko, a jak otworzę oba, to już ma głowę tam, gdzie chwilę temu nogi miała i skarpety zdjęte, rzecz oczywista. kicha jak tylko porazi ją słońce, ale zawsze przynajmniej dwa razy (to po ojcu chyba ma), a jak jest głodna atakuje wszystko : od nosa, po brodę, ramię, no byleby coś poleciało. i tak cudownie nam do piętnastej. tylko trzecia u sąsiadów wybije, młoda zmienia imię z katarzyna na atencja i już nawet na sekundę nie można jej zostawić samej. potrzebuje ciągłej uwagi, zabawy, noszenia. na chwilę odłożę i już kwęka. nie widzi mnie chwilę, ta sama śpiewka. i tak do wieczora. dobrze, że popołudniu mam dodatkowe wsparcie, bo wyłysiałabym do końca, nie mogąc się ruszyć nigdzie.


lubię nasze poranki na sofie 


zapowiada się piękny weekend, pełen słońca i spacerów. dodatkowo musi być cudny, bo zaczynamy go od makaronu z kurkami w sosie śmietanowym. pasta, lody, dobry film na canale - no najprostsze rzeczy dają mi najwięcej radości, a razem z tymi, których kocham to stuprocentowy przepis na szczęście. już nie muszę nic doprawiać.


poranny kasiek

poniedziałek, 20 lipca 2015

update fitness wyzwanie part 3



tak sobie właśnie powtarzam, ża każdym razem kiedy muszę ruszyć tyłek. wierzyć się nie chce, że już 3 miesiące za mną, spektakularnych efektów niestety brak. chyba nie podołam wyzwaniu, bo na każdy miesiąc przypada spadek  1 kg (haha). czuję się świetnie, mam dobrą kondycję, no i w pasie straciłam 8 cm ! wierzyć się nie chce! dobrze, że co miesiąc wszystko zapisuję! widzę, że jest lepiej, bo powoli mieszczę się w ubrania, no i jak oglądam foty z kwietnia, to strach patrzeć... może to i lepiej, że waga tak wolno mi schodzi? przecież nigdzie mi się nie śpieszy! czy słońce czy deszcz ja robię swoje. nie opuszczam treningów, a zaraz po nich czuję się szczęśliwa. tak więc 15 kilo w 5 miesięcy - niestety nie uradzę, ale najwyżej we wrześniu podejmę kolejne wyzwanie, co nie ?

weekend należał do takich, które lubię najbardziej. czysty chillout. odpoczywaliśmy, jedliśmy przepyszne żarcie ( sorry nie mam fot- zjedzone zanim wyciągnęłabym telefon), nawet poleżałam na hamaku, a wszystko to dzięki uprzejmości pana jarosława i karoli. kaśka spędziła dużo czasu na świeżym powietrzu, w związku z czym chyba odbija jej teraz w zamkniętym pomieszczeniu (tj. domu). nie wiem, co jej jest, strasznie krzyczy za każdym razem kiedy po prostu chce jej się spać. mam nadzieję, że to minie.

pozdro z działeczki !






zdjęcia by jaro


niedzielę też miałam spędzić aktywnie. tydzień szykowałam mleko. tata nastawił się psychicznie, a ja pojechałam na maraton zumby do brzeźna. i dokładnie tak jak napisałam - pojechałam i na tym się skończyło, podróż zajęła mi ponad godzinę, a po dotarciu na miejsce zaczęło tak lać, że za długo nie zabawiłyśmy. event jest event, nawet deszczowy. i liczy się. ale jakby nie padało, byłabym bardziej zadowolona.

podsumowując: staram się, dla siebie przede wszystkim. nie tylko ciuchy, ale i przyjaciele są moją motywacją. dziękuję za każde wsparcie. po skończonych ćwiczeniach na przykład, jacek zawsze mówi, że jest ze mnie dumny. i zawsze mi się cieplej na sercu robi, mimo, że najczęściej mówi to siedząc przed telewizorem, z piwskiem w ręku. o motywacjo. ostatnio mniej ćwiczę z gumą, wszystko przez lekką kontuzję nadgarstka, której się nabawiłam. zresztą muszę zmieniać formę ćwiczeń, bo szybko się nudzę. zaczęłam 4 tydzień biegania i tym samym dodałam bieg na 10 kilometrów do mojej the bucket list. trzymajcie kciuki, bo kto wie, może w przyszłym roku?

czwartek, 16 lipca 2015

parszywa piętnastka

czytając ostatnio moją ulubioną bombo doszłam do wniosku, że też muszę zrobić małe podsumowanie. wszak prowadzę tego bloga już pół roku, czas zleciał, trochę się wydarzyło !

prowadzę bloga, bo...lubię? potrzebuję? mój stary, poprzedni, ukochany ownlog był ze mną od liceum, zajmował się sprawami błahymi i ważnymi. w chwili obecnej, jak go czytam, śmiać mi się chce na głos jaka głupiutka wtedy byłam. licealne problemy, które wydawały mi się wtedy tak śmiertelnie ważne i kluczowe, w chwili obecnej znaczą tyle co nic. na studiach traktowałam bloga po prostu jak czystą kartkę, którą mogę zawsze zapełnić własnymi rzygami, bólem dupy i świata, ewentualnie romantyczną prozą bez polotu.
był mi potrzebny i nadal jest. to mój sposób i forma rozliczenia z teraźniejszością, przyszłością i przede wszystkim przeszłością.

w styczniu rozpoczęłam swoją przygodę z bloggerem, chodziłam do szkoły rodzenia i żarłam pączki. na sucho uczyłam się obsługi niemowlęcia i miałam czas dla wszystkich i na wszystko, tylko nikt nie miał tego czasu dla mnie.

w lutym nadal żarłam pączki, robiłam pranie i wietrzyłam w domu. zaczęłam wić gniazdo i poczułam wiosnę, co skończyło się tygodniowym pobytem w łóżku. ostatni raz byłam też wtedy w kinie i w restauracji z mężem. supcio! a no i w lutym zrobili nam kuchnię !

w marcu już ledwo chodziłam. bujało mną na boki i nosiłam buty większe o rozmiar. nadal byłam królową seriali i odliczałam dni do wielkiego dnia. w połowie miesiąca urodziłam kaśkę i już nic nie było takie samo. a mój stan psychiczny i dwa ostatnie tygodnie marca wymazuję z pamięci.

w kwietniu zaczęłam dochodzić do siebie i na nowo się organizować. po długim czasie w końcu wyszłam na dwór, zaczęłam się ruszać ( wszystko przez te cholerne pączki!!!) i podjęłam sportowe wyzwanie (update juz za 4 dni). no i świętowałam najlepsze urodziny ever ! bo we trójkę.

w maju wiosna na dobre rozgościła w moim sercu. wróciła stara savicka, zorganizowana i niepoprawna optymistka. pojechałam do starego domu na mini wakacje i odpoczęłam. w parku, na rowerze i pod kasztanem. na starych śmieciach, ze starymi znajomymi.

w czerwcu były chrzciny i istne szaleństwo. jaca miał urlop i dużo czasu spędziliśmy całą rodziną. przyjechał też mój tata i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki mój salon zamienił się w całkiem przytulne miejsce.

lipcu trwaj ! jagodowy sezonie, ciepły wieczorze, czereśniowy szale ! nie wiem co przyniesiesz, ale wszystko biorę na klatę. w końcu czas ucieka tak szybko. robiąc ten bilans, zrozumiałam, że wiele osiągnęłam. nie mówię teraz o rzeczach, które można zmierzyć (8cm w tę czy w tamtą haha), ale o tym, że zostałam mamą. dobrze, że mam tego bloga, bo zawsze będę mogła do tego wrócić, przeczytać co czułam, z czym się zmagałam. nawet jeśli za 10 lat będę się z siebie śmiać, jaka byłam głupiutka.

a jak już robię podsumowania, to wczoraj kasia skończyła 4 miesiące, stuknęło mi 5 lat pracy i dokładnie rok temu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. prześladuje mnie ta piętnastka ! nadwagi też mam wszak piętnaście kilo.

buziaczek w ryjeczek.





poniedziałek, 13 lipca 2015

o domu w pięciu słowach

wyobrażaliście sobie kiedyś jak to jest mieć czworo rodzeństwa i w dodatku być najstarszym dzieckiem z całej piątki? hm, dla mnie to nie problem sobie wyobrazić, co więcej mam duże doświadczenie w tej kwestii... tak więc zawsze pełna chata, gwar, mało prywatności, awantury. młodsze dzieci małpujące starsze, walka o łazienkę i kto ma schować odkurzacz. już nie mówię o jednym komputerze!

z biegiem lat dochodzę do wniosku, że ciężko żyć w jednym domu, gdy każdy z nas ma inny charakter i co więcej - nie zostaliśmy wychowani tak samo (a może to kwestia rozciągłości w czasie?). nie wiem. w każdym razie przed oczami mam same dobre obrazy.
mi, jako najstarszej, wychowywanej na zwycięzcę, w drogę się nie wchodzi, poza tym dobrze mi jako kierowniczce całego świata. i niech tylko inna kierowniczka mi stanie na drodze. biada jej. i wszystkim wokół.

nie pamiętam, żeby ktoś mi mówił :" jesteś najstarsza, musisz być mądrzejsza i odpowiedzialna". a może jednak? i tak sobie to wzięłam do serca, że nie potrafię już żyć inaczej? i dzięki temu jestem w miejscu w którym jestem. już prawie całkiem na własnych warunkach, z własną kawą, garnkami i dywanem.


lubię zapachy domów. każdy jest inny i niepowtarzalny, coś mówi o mieszkańcach. zawsze jak wracam do domu, wdycham ile mogę, dopóki nos mi się nie przyzwyczai, to taki zapach miłości i bezpieczeństwa. nie do opisania.

nie wiem, jak to jest być środkowym albo najmłodszym dzieckiem. nie znam ich problemów, często wielu rzeczy nie rozumiem. nie mam z wszystkimi równych układów, każdego kocham na swój sposób. od lat w sumie nie wiem co w domu, nie uczestniczę w tym życiu jak kiedyś. wypadłam z gry, a może po prostu sama ją zakończyłam? wygrałam już swoje, mam worek z  miłością do ludzi i życia, pudełko uczciwości i kartonik uporządkowanych wartości.
i wam tego życzę, żebyście wygrali, nie z kimś konkretnie, ale z samym sobą i mieli przy sobie wszystkie cenne skarby, które można zabrać tylko z domu.



just 5 w wersji świątecznej parę lat temu :)