poniedziałek, 30 listopada 2015

całe życie na diecie

tyle już razy zbierałam się, żeby wszystko z siebie wyrzucić, ale ciężko mi zebrać myśli ostatnio. jestem zmęczona, albo (i) obolała, albo po prostu mi się nie chce. no błagam, spójrzcie za okno i powiedzcie, że komukolwiek z was chce się wyjść na zewnątrz, tańczyć, skakać, pływać. nawet jak powiecie, nie uwierzę. lato wróć !

czwartek, 19 listopada 2015

złe chmury

jak byłam mała i spacerowałyśmy z babcią po plaży to często mówiła: o, dziś morze jest złe. nie do końca wtedy to rozumiałam, ale dziś wiem doskonale co to oznacza. złe fluidy, granatową wodę i sztorm zapewne. piękna metafora, do tego co siedzi w mojej głowie. dobrze, że idę biegać. nazbierało się we mnie jakiejś złej energii i muszę się jej pozbyć. deszcz działa na mnie kojąco, oczyszcza ze złych emocji, w przeciwieństwie do wiatru, który zamiast rozwiewać złe i czarne chmury, przynosi ich z każdym dniem coraz więcej.


sobota, 14 listopada 2015

jedyna słuszna odpowiedź

mimo przygnębiającej pogody i docierających zewsząd dramatycznych informacji - był to dobry dla mnie tydzień. można śmiało powiedzieć, że zaczął się już w sobotę, kiedy mój dzielny mąż pomalował mi sypialnię. nie było łatwo, o nie. zacznijmy od tego, że obiecał, że pomaluje do końca sierpnia, i jak obiecał tak zrobił, przecież sierpień to jak listopad praktycznie. malował z osiem godzin, podczas których zachowanie mojego kaprala dzielniaka zmieniało się dynamicznie. pierwsza faza, czyli bluzg za bluzgiem, po dwóch godzinach druga - akceptacja, a później ostatnia - rezygnacja. wszak niektórzy stworzeni są do wyższych rzeczy. no, koniec końców, przepiękna srebrna łyżeczka zawitała w mojej sypialni i jestem bardzo zadowolona z efektów, choć lekko nie było (hihi).


wtorek, 10 listopada 2015

o zębach, gęsiach i różnych takich

w dwa dni wiatr ogołocił z liści drzewa na osiedlu. wieje z każdej strony, jest mokro, wstrętnie i gdybym nie musiała, najchętniej nigdzie bym się nie ruszała. chwilowo szczęście to dla mnie siedzenie w moim małym domowym więzieniu, pod ciepłym kocykiem, spijając powoli kawkę. dziś mimo pogody wybrałyśmy się na mini spacer po gęś i żadna to przyjemność zarówno dla mnie jak i dla kasi. listopadzie a kysz!

środa, 4 listopada 2015

o podróżowaniu

z wszystkich środków komunikacji miejskiej najbardziej lubię własne nogi i kasiowy wózek. najpewniej, najzdrowiej i najtaniej. życie w dużym mieście jednak zweryfikowało nieco moje upodobania i chodzić to mogę sobie co najwyżej po morenie, chociaż nieraz ledwo, ledwo (eh te górki). przyszedł czas w moim życiu, że nadrabiam stracone zaległości w podróżach z plebsem, bo jak się boi jeździć samochodem, to za dużego wyboru nie ma.

poniedziałek, 2 listopada 2015

szukając pokoju

młoda ostatnio robi nam rzeźnię na chacie. wszystkie zabawki rozwalone, posadze w jedno miejsce, to za minutę już chce przenieść się w inne. goni po podłodze moje crocsy i wspina się na sofę, kiedy nie patrzę. ale najgorsze - drze się bez przerwy albo marudzi, tak czy siak, ciągle wydaje z siebie donośne dźwięki, od których pęka mi głowa. tylko czekać, aż któryś sąsiad zmieni nazwę sieci internetowej na zamknijcie wasze dziecko.