środa, 27 stycznia 2016

jak bułka z masłem

ostatnio mój blog jest ostatnią rzeczą, o której pamiętam. mam w torebce dwa zeszyty i kalendarz, a nie potrafię ogarnąć wszystkich myśli i spraw, które siedzą w mojej głowie. tyle planów, tyle rzeczy do zrobienia, tyle robię jednocześnie, że dziwię się, że jeszcze para nie wychodzi mi uszami. w tym wszystkim muszę jeszcze pilnować kaśki, bo porusza się z prędkością światła i wystarczy pięciosekundowe opłukanie szklanki, żeby znalazła się na sofie, a za chwilę jej głowa utknęła między sofą a ścianą.

czwartek, 21 stycznia 2016

styczniowe niespodzianki

siedzę w domu uwięziona przez białe szaleństwo. co pojawia się jakaś opcja ewakuacji, na nowo zaczyna sypać śnieg, a ciężko przebrnąć przez zaspy moją elegancką spacerówką. jedynym plusem tej białej klatki jest widok za oknem, który rozczula i przenosi w inny, jakiś bajkowy świat.

niedziela, 17 stycznia 2016

o szarości dnia codziennego przeplatanego pazurową czerwienią

życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz. taka ponadczasowa mądrość z forresta gumpa, która w przypadku całego zeszłego tygodnia sprawdza się znakomicie. najpierw los anginos, a później cztery dni w domu jako samotna matka z dzieckiem, które sieje zniszczenie gdziekolwiek się pojawi.

wtorek, 12 stycznia 2016

anginom śmierć

osiem lat krążyła i mnie szukała, latała tu i tam, aby koniec końców mnie dopaść. angina, bo o niej mowa, przychodzi zawsze niespodziewanie i w najmniej dogodnym momencie. a tym razem najmniej przygotowany był na nią jacek, który nie spodziewał się chyba, jak dużo energii potrafi mieć nasze słodkie bobo.

kaś by jarek

sobota, 9 stycznia 2016

styczniowe nadzieje

wiecie, że dzisiaj mija rok od mojej pierwszej notki? pisałam ją wtedy grubsza o jakieś 15 kilo, pełna obaw o przyszłość, zapewne w międzyczasie podgryzając pączka. mam wrażenie, że tamta ja zrzuciła nie tylko kilka zbędnych kilogramów, ale całą skórę, niczym wężyca. z dziwnej larwy przemieniłam się w małego motyla, a wszystko to przez jednego małego robala, któremu do tej pory przez gardło nie chce przejść słowo mama.


piątek, 1 stycznia 2016

2016 please be good to me

gdy większość z was odsypia sylwestrowe szaleństwo ja już dawno jestem po śniadaniu, zimnej kawie i dwukrotnej myciu tyłka kaśki. ale ponoć taki los matki, o czym nie tylko wy, ale zdaje się też nowy rok chce mi na dzień dobry zakomunikować.