środa, 10 lutego 2016

dobry luty

bałagan, który mam ostatnio w swojej głowie, przekłada się nie tylko na zamieszanie w moim życiu, ale też w mieszkaniu, które woła o pomstę do nieba. przez ostatnie 10 dni tyle się działo, że chyba sama tego do końca nie ogarniam.



wróciłam z poznania zmotywowana i gotowa do działania. spięłam tyłek, napisałam cv, list i zaczęłam wysyłać. czas najwyższy w końcu realizować mój plan, krok po kroku a nie tylko o nim mówić i myśleć. byłam na trzech rozmowach. pierwsza była przeciętna i pouczająca, druga wbiła mnie w fotel i wywarła ogromne wrażenie. wczoraj natomiast czas leciał strasznie wolno, czułam się niekomfortowo i chciałam, żeby jak najszybciej się to skończyło.

dzisiaj do mnie zadzwonili, z drugiej. nawet nie wiecie jak się cieszę. uważam, że jeśli chcę się od kogoś uczyć zawodu, to przykład prowadzenia rozmowy daje wymierny obraz, jaki poziom ma dana firma. więc cieszę się bardzo, że ktoś mi daje szansę, że ktoś we mnie uwierzył, zwłaszcza, że po pewnej przerwie ja sama przestałam.

w związku z podjętymi przeze mnie działaniami poszukiwania stażu, postanowiliśmy wspólnie z jackiem zapisać małą do żłobka. przygotowuję już chusteczki, całe szczęście teraz istnieje opcja adaptacji, więc mamy nadzieję, że kasi się spodoba i będzie dobrze. wiem, że ten czas z nią się nie powtórzy, ale duszę się w domu, a kasia polubi się z panią w żłobku, dziećmi i nowymi zabawkami.

kasia coraz więcej chodzi i mniej je w nocy. mam wrażenie, że odkąd dostaje bułę z masłem, trochę nuny jej utyły, ale to przecież spali, jak zacznie biegać. jestem dumna z każdego jej sukcesu, z każdego baba, tata, z każdego nawet przypadkowego wrzucenia kolorowego klocka w odpowiedni otwór. lubię jak się zatrzymuje, kiedy zaczynam śpiewać, kręci głową i wiem, że tańczy. dla mnie najpiękniej na świecie. wierzyć mi się nie chce, że to już rok zaraz, jak się urodziła. rok niesamowity, z którego nic się już nie powtórzy.

miniony weekend był super. zrobiłam jackowi tęczowego torta z przepisu najlepszej- francuskiej bombonierki i nawet mi wyszedł. poszliśmy na randkę i choć na początku dziwnie się czuliśmy, dawno się tak dobrze nie bawiłam z własnym mężem. musimy zdecydowanie częściej razem wychodzić. jacyś chętni na baby-sitting?

lubię luty i zawsze będę lubić. mimo niesprzyjającej aury, pogoda ducha mnie nie opuszcza. wszystko powoli zaczyna się układać. jeszcze raz wszystkiego najlepszego kochanie i tobie tato, dziś w dniu twoich urodzin.

3 komentarze:

  1. zapomniałaś dodać, że jak mama i tata randkowali to Kasiulka była mega grzeczna i nie dała popalić cioci i wujkowi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super!! Trzymam mocno kciuki za powodzenie planow! Buziaki dla Kasiulki :*

    OdpowiedzUsuń