wtorek, 16 lutego 2016

o mini szaleństwach panny kasi

ostatnie dni wszystkie jakieś zamglone, nic nie widać, nawet na wyciągnięcie ręki. dopiero dzisiaj jest jakoś bardziej rześko, niebo prawie jak na mazurach. mogę w końcu nabrać powietrza i oddychać. pełną piersią.



w weekend byłam w szkole, myślałam, że nie wysiedzę. okazuje się, że w niektórych sprawach, a szczególnie tych płacowych, jestem totalną ignorantką i mój poziom wiedzy wynosi wielkie zero. już bardziej zaznajomiony z tematem jest jacek, który zaskakuje mnie swoją błyskotliwością i szeroką wiedzą ogólną kolejny raz.

kaś skończyła wczoraj 11 (!) miesięcy. w ciągu ostatniego czasu nie tylko z dużą przewagą chodzi, ale nauczyła się wchodzić na krzesełko i z niego schodzić, schodzić z sofy, zniszczyła wszystkie swoje książeczki i ciągle podejmuje próby zniszczenia żaluzji. 
lubi chrupki bezglutenowe i jak je zauważy na podłodze nie raz próbuje do nich biec, szkoda tylko, że nogi jej się jeszcze plączą i gdyby nie wyuczona asekuracja, upadłaby na twarz. smakują jej winogrona i cała się trzęsie na widok moich porannych kanapek, no chociaż polizać je musi. uwielbia zaglądać do łazienki, lizać każde napotkane lustro, szyby i gryźć własną mamę. przytula misie, rzuca sie na nasze łóżko, a jak śpimy włazi na parapet. kiedyś zawału dostanę, cholera.
dzisiaj w przychodni zaczepiała wszystkie dzieci i ich rodziców, fucząła na nich z sympatią i wykrzykiwała niezrozumiałe słowa. jest słodka, aż do schrupania, szczególnie z tą swoją palemką-antenką, którą uwielbiam i nie zamierzam przestać jej robić.

został tydzień do stażu, do żłobka. celebruję nasze chwile, wącham szyjkę i strzelam fotki z misiami. 
ja nie wiem, jak ja wrócę do tych ludzi, jak nawet umalować się nie mam czym. wszystko na wyczerpaniu, albo po terminie ważności, w przeciwieństwie do szafy, którą uzupełniam regularnie i znowu zaczyna pękać w szwach.

wypadłam trochę z gry, ale wezmę się w garść, obiecuję, tylko jeszcze trochę poleżę i powdycham zapach tej szyjki. porobię zapasy na resztę zimy, lata, lat.


1 komentarz: