środa, 24 lutego 2016

w bałaganie myśli mych

ani śladu po moich porannych porządkach. ze żłobka wrócił naczelny bałaganiarz i znów nie wiem w co w ręce włożyć. ale to żadna nowość generalnie, bo ostatnio z niczym nie mogę zdążyć na czas. powtarzam te same czynności, do znudzenia. no, czasem z zadumy wyrwie mnie jakaś kasina zabawka targająca się na moje życie i zęby naturalnie.



w zeszłym tygodniu odwiedziła nas babcia i stwierdzam, że za szybko zleciał ten czas. kaś na początku trochę się wstydziła, wtedy tak śmiesznie chowa rączki za plecy. bawiła się z babcią w różne zabawy, jak nakładanie czapki, nakrętek na krem, wrzucanie kulek do odpowiednich otworów i teraz to samo chce robić z nami. przynosi nam różne zabawki, chce żeby jej włączać pluszowe pozytywki i zaczyna wtedy tańczyć.

jest pocieszna i kochana, aczkolwiek ostatnimi czasy bywała marudna, ale dziś wszystko stało się jasne, kiedy znalazłam kolejne dwa dolne ząbki. w żłobku też jest grzeczna, chociaż pierwszego dnia odebrałam ją całą zaryczaną i padła po pięciu minutach w wózku (chyba z nadmiaru wrażeń). panie mówią, że kaś wśród dzieci jest raczej swoim świecie, bawi się zabawkami. płacze tylko jak inne dzieci ryczą lub krzyczą, co nie jest dla mnie jakąś nowością. jest wrażliwa po prostu na nieszczęście innych, taka dobra z niej dziewczynka.

taka dobra, że dzisiaj w akcie złości wywaliła mi z talerza bułkę z masłem i jajko i zamoczyła w tym głowę, że o dywanie i sofie nie wspomnę. lubi chować się pod stołem, wręcz ciężko ją stamtąd wyciągnąć. co więcej, dzisiaj w nocy chyba się nie obudziła nawet, bo rano okazało się, że mleko w butelce nieruszone. ciężko mi cokolwiek powiedzieć, bo ja w nocy nieogarniam i nic nie pamiętam. więc kto wie, może to była pierwsza przespana noc, którą wraz z ojcem dziecka również żeśmy przespali (hihi).

mój staż jest super, wiem, że dużo się nauczę, ale jeszcze dużo pracy przede mną, szczególnie z branżowym angielskim. tak więc mam co robić, nie narzekam i tak mi luty zleciał, że nawet nie wiem kiedy. w tym czasie tyle się działo, że nawet minus na koncie, zepsuty telefon i jeszcze nieładujący kabel od kompa nie robią na mnie żadnego wrażenia. od poniedziałku chyba wracam na dietę, bo tak się ładnie trzymam, że może by mi się ze dwa kilo jeszcze udało zrzucić. jestem wszak z tych, którym wiecznie mało.

najdziwniejsze jest to, że w tym nadmiarze nadmiaru moją głowę chwilami wypełnia pustka. jakaś czarna dziura. myślę o błahych rzeczach, gubię się w zeznaniach i czasem nie wiem, o co mi chodzi. może jak wejdę w rytm mojego nowego życia, znowu zacznę biegać to poukłada mi się wszystko znowu w jedną całość. oby.
no i trochę kasi na koniec.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz