poniedziałek, 14 marca 2016

marcowe kwiatki

miał być balony, torcik ombre, fajerwerki i kukurydziane chrupki- czyli balet na sto szalet, ale życie czasem pisze zgoła inne scenariusze niż te, które sami zamierzaliśmy napisać. w sobotę dopadła kasia choroba, serce mi się kraja jak na nią patrzę.




bidulka, pierwsze urodzinki będzie świętowała w domku z tatusiem, albo i pod kołdrą, bo w ciągu dnia zmienne ma nastroje. raz rozpiera ją energia, szaleje na dywanie, albo biega w kółko, a za sekundę leży potulnie, taka bezbronna, z zimną pieluchą na czole i głaszcze mnie leżącą obok.

strasznie mam nastrój z tego powodu, a pogarsza mi się za każdym razem, kiedy musimy używać fridy, czopków, albo jeszcze drastyczniej - wanny z chłodną wodą. mam nadzieję, że do soboty jej się polepszy, odżyje i wszystkim nam przywróci radość, jak zawsze to robi.

dzień kobiet w tym roku zaskoczył mnie wybitnie. nie dość, że otrzymałam tulipana w pracy, to jeszcze mój dobroduszny mąż po 7 latach stwierdził najwyraźniej, że jestem już kobietą i zakupił mi bukiet kwiatów. byłam i jestem bardzo ukontentowana, bo każdy taki miły drobiazg poprawia humor, nawet jeśli walentynki ma się codziennie.

takie smuteczki u nas ostatnio, jacek zarobiony, ja nie chcę nikogo rozczarować i dużo mamy na głowach. nawet o niedzielnym spotkaniu z dziewczynami zapomniałam z tego wszystkiego. nie będę się dalej dołować. wiem, że to wszystko minie, a jak kaś wyzdrowieje, to przegoni wszystkie szare chmury z naszego mieszkania i przyniesie dużo słońca, całą sobą.
do szybkiego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz