piątek, 22 kwietnia 2016

barcelona z wózkiem

jak się okazuje, nie taki diabeł straszny jak go malują. wróciliśmy wypoczęci, troszkę opaleni i zrelaksowani. mogę śmiało stwierdzić, że to były wakacje mojego życia i już zaczynam planować następne! ale od początku.

środa, 13 kwietnia 2016

o zaginionym miesiącu

najmocniej przepraszam i biję się w piersi. miesiąc tu nie zaglądałam, ale cóż to był za miesiąc. nie miałam kiedy pierdnąć, a co dopiero wylewać moje żale do świata albo chwalić się co tam pysznego ugotowałam dziś  na obiad.



wracam starsza, pyknęło mi wszak dwadzieścia osiem, choś jakoś tego nie odczułam.

koniec marca był rzeźnią zasadniczo. opórcz tego, że kaś nam się mocno rozchorowała, jacek siedział z nią w domu, żebym mogła działać na stażu, to później wieczorami odrabiał pracę, no lekko nie było.
roczek udał się wybornie, moim zdaniem. tyle razy już siadałam do tej notki, że aż mi wstyd.
w domu było tłoczno, rodzinnie, miło. wszyscy się mocno postaraliśmy, aby było uroczyście. kaś dostał tak piękne zabawki, że aż sama bym takie chciała! najbardziej lubi konika, codziennie po powrocie ze żłobka włazi na niego (już się nauczyła nawet sama schodzić) i każe się bujać. włazi do tipi i sobie tańczy. a jak mówię, żeby przyniosła julkę, to biegnie do bobasa, zwala ją na podłogę, podnosi i przytula. przynosi ją, znowu przytula a później - albo gryzie jej głowę, albo ją bije. taka z niej mamusia. na wróżbę wzięła tłuczek,kluczyki do samochodu, a na koniec śrubokręt i kieliszek! co z tego będzie- czas pokaże.

po roczku tempo nie zwalniało, były święta, ja chciałam wszystko podopinać w pracy, jacek nadal zawalony robotą i sama nie wiem kiedy przyszedł kwiecień. ledwo potrafiłam wykrzesać dwie godziny w tygodniu na jakiś fitness. dodatkowo zaczęłam wysyłać cv, coś ruszyło, nie wiem, tak się wszystko zaczęło kręcić, że nagle się ocknęłam,patrzę w kalendarz, a tu  już 7 kwietnia, a ja w proszku! żadnej listy co spakować na urlop nie zrobiłam, nie mówiąc o posiadaniu dużej walizki.

koniec końców wszystko się ułożyło, choć nie ukrywam, że dawno takiego tempa moje życie nie miało! jeśli nadal będzie po mojej myśli to od maja zacznę coś nowego. więc trzymajcie kciuki, oby tak było i się wszystko ładnie wyklarowało.

a tymczasem od niedzieli siedzimy w barcelonie, łapiemy słońce, obżeramy się owocami morza. w 4 dni zrobiliśmy 65 kilometrów! takich urodzin jeszcze nie miałam, a trochę ich było, więc wiem co mówię. przysięgam, napiszę trochę więcej o urlopie i wrzucę jakieś foteczki, coś musi mi zostać przecież do wspominania, pod kocykiem, z herbatą, gdy nadejdą jesiennie wieczory.

a tymczasem korzystam ! dodaję kilka wspomnień z roczku. dzięki jarek za boskie zdjęcia. adios kochani!